Śląski ZPN

Piłkarze wyklęci - Ewald (Edward) Cebula

28/06/2020 12:16

Biografia Ewalda Cebuli ma kilka barw. To: krawiec, hutnik, urzędnik, piłkarz i trener. Założył się kiedyś o czekoladę, że strzeli dwa gole w jednym meczu i wygrał zakład.


O takich jak on, powstają legendy… Ewald Cebula był piłkarzem wszechstronnym i utalentowanym trenerem, a przede wszystkim wspaniałym, dobrym człowiekiem. Urodził się 22 marca 1917 roku w Świętochłowicach. Tam w klubie Śląsk rozpoczynał piłkarską karierę. Do 1935 roku pracował jako krawiec (zgodnie z wykształceniem), a później był hutnikiem. Grał jako napastnik, ale także jako obrońca. Kiedyś po wysoko przegranym meczu piłkarze Śląska udali się na obiad do restauracji Fliegela, ale na drzwiach zastali kartkę: „Dla mamlasów nie ma golonków. Grać nie umiecie, jeść nie będziecie”. Opowiadał o tym wspaniale oddając emocje.

Przed jednym z meczów Ewald założył się z kolegami z zespołu o czekoladę, że strzeli dwie bramki. Wygrał… Chociaż Śląsk Świętochłowice w 1936 roku spadł z ligi, na Cebulę zwrócił uwagę Paweł Lubina, kapitan-trener Śląskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej, który zabiegał o powołanie go do reprezentacji Śląska. To właśnie dzięki Lubinie Józef Kałuża znalazł dla Cebuli miejsce w reprezentacji kraju. Świętochłowiczanin był w szerokiej kadrze na mundial w 1938 roku jednak do Francji ostatecznie nie pojechał. Pierwszy mecz w barwach narodowych rozegrał 4 czerwca 1939 roku przeciw Szwajcarii. Wyszedł na boisko jako środkowy napastnik, jednak w siódmej minucie spotkania kontuzjowany został Edmund Twórz (obrońca). Trener Kałuża wysyłał wtedy Ewalda Dytkę na obronę, ale gdy Cebula przekazał decyzję selekcjonera Dytce, ten z kolei wskazał, że na tej pozycji lepiej spisze się młodszy kolega. I choć Cebula pierwszy raz zagrał w obronie, poradził sobie wyśmienicie. W meczu tym doszło do jeszcze jednej niezwykłej sytuacji. Otóż Ewald Cebula piłkę zmierzającą w kierunku polskiej bramki wybił ręką. Kibice na stadionie zamarli, ale sędzia (Szwed - Rudolf Ekloew) nie odgwizdał karnego. Można to nazwać szczęściem debiutanta.

Kolejny raz w reprezentacji Ewald zagrał 27 sierpnia 1939 roku w Warszawie przeciw wicemistrzom świata – Węgrom. Uczestniczył w pierwszym, historycznym, zwycięstwie Polaków nad Węgrami (4:2) i zarazem ostatnim przedwojenny meczu reprezentacji. Kilka dni później Cebula zgłosił się na zbiórce w Hucie Florian, jako ochotnik obrony narodowej. Po kampanii wrześniowej rząd RP na uchodźstwie oraz bp katowicki Stanisław Adamski zachęcali Ślązaków do tak zwanego "maskowania" (podpisania volkslisty). Cebula się podporządkował i… oczywiście dalej grał w piłkę. Nadal był w Śląsku, który zmienił jednak nazwę na Turn und Sportverein Schwientochlowitz. Rozgrywał mecze w śląskiej gau-lidze. Zainteresował się nim Sepp Herberger (selekcjoner reprezentacji Rzeszy), ale ostatecznie do niemieckiej kadry nie trafił.

W 1942 roku Cebula został wcielony do Wermachtu i wysłany do Francji (Kolmar), a następnie do Włoch. Tam jednak zgłosił się do armii generała Andersa. Wciąż grał w piłkę – teraz w drużynie polskiego korpusu. Był w tak znakomitej formie, że szybko zwrócili na niego uwagę działacze lokalnego Unione Sportiva Anconanitana. Niebawem dostał też propozycję gry w rzymskim Lazio. Działacze z Rzymu byli gotowi spełnić wszystkie warunki Cebuli, ten jednak nie przyjął oferty – obawiał się, że nie będzie mógł wrócić do Polski, gdzie zostawił żonę i syna.

Do rodzinnych Świętochłowic wrócił w 1946 roku i dalej grał w Śląsku. W 1947 roku w wieku 30 lat przeszedł do Ruchu Chorzów. Zagrał w pierwszym po wojnie pierwszoligowym meczu w marcu 1948 roku z Garbarnią Kraków. Był jednak „człowiekiem gen. Andersa”, co stało się powodem szykan ze strony UB. Legendą obrosła sytuacja, gdy ubecy zapytali Wiktora Markiefkę co by zrobił, gdyby mu tak zamknęli Cebulę. Znany przodownik pracy, poseł i kibic Ruchu Chorzów zerwał się, wyciągnął rewolwer z kabury (jako poseł miał prawo do noszenia broni) i zaczął celować do ubeków, grożąc, że ich wszystkich powystrzela. W 1948 roku Cebulę zmuszono jednak do zmiany imienia na Edward, rzekomo Ewald było zbyt niemieckie.

W Ruchu grał 5 sezonów, ale wywalczył z tą drużyną Puchar Polski w 1951 roku oraz dwukrotnie tytuł mistrza Polski – w latach 1951 i 1952 (już jako grający trener). Jako zawodnik Ruchu wrócił też do reprezentacji  i w ten sposób został jednym z sześciu piłkarzy, którzy grali w niej zarówno przed, jak i po II wojnie światowej. Pojechał także na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek, a miał wówczas 35 lat. W sumie w barwach narodowych rozegrał 5 spotkań, między pierwszym, a ostatnim meczem minęło ponad 13 lat.

W czasach, w których klubów nie było stać na płacenie za grę, zawodnicy najpierw chodzili do pracy, a później na treningi. Ewald Cebula, który zatrudniony był jako urzędnik w Zakładach Chemicznych „Hajduki” dzięki piłkarskim umiejętnościom "zdobywał" więc często produkty spożywcze – masło, mleko, jajka. Wspominał też mecz wyjazdowy w jednej z podkieleckich wsi, gdzie każdy z zawodników Ruchu za grę otrzymał… żywą gęś. Oczywiście piłkarze wracający na Śląsk z takim inwentarzem pociągiem nie mogli nie wzbudzić sensacji. Cebula wyznał później, że gęś została mu ukradziona z ogródka.

Po zakończeniu aktywnej kariery piłkarskiej został trenerem. Najpierw Ruchu, z którym zdobył kolejne mistrzostwo w 1953 roku. Gdy odmówił Mieczysławowi Kołodziejowi, prezesowi Unii Chorzów, bo taką nazwę nosił wówczas przez krótki okres Ruch Chorzów i dyrektorowi Zakładów Azotowych, objęcia stanowiska trenera KS Azoty dostał wymówienie z Ruchu. Trenował potem jeszcze kilka śląskich klubów, a z Górnikiem Zabrze w 1963 roku zdobył tytuł Mistrza Polski. Był też asystentem trenera reprezentacji. To on namówił Tadeusza Forysia, by na słynny mecz z ZSRR w 1957 roku powołał Gerarda Cieślika - zdobywcę obu bramek, w spotkaniu wygranym przez biało-czerwonych 2:1. To także on znalazł znajomego szewca, by w przerwie meczu naprawił korki zawodnikom. Po przejściu na emeryturę chętnie opowiadał o swojej karierze i pokazywał zgromadzone pamiątki. Niestety część z nich… ukradziono, a od niego wyłudzano nawet rentę, bo wszyscy wiedzieli, że nie potrafi odmówić pomocy.

Ewald (Edward) Cebula zmarł 1 lutego 2004 roku w Chorzowie. Pochowany został w Świętochłowicach.

Jacek Kurek