Seniorzy

Paweł Krzysztoporski poprowadził Unię Racibórz do skutecznego finiszu

12/06/2018 12:24

30-letni trener Paweł Krzysztoporski na finiszu sezonu 2017/2018 podjął się trudnej roli "ratownika" Unii Racibórz. Gdy przejmował zespół, po 25 kolejkach rozgrywek HAIZ IV liga II grupa, raciborzanie plasowali się na 14 miejscu z dorobkiem 24 punktów. Na mecie zameldowali się bogatsi o 10 punktów i zajmując 11 pozycję zapewnili sobie utrzymanie.


- Jak został pan trenerem Unii Racibórz?

- Moja dobra praca, którą wykonuję na co dzień w Rybniku jako nauczyciel w szkole mistrzostwa sportowego i trener grup młodzieżowych została zauważona przez prezesa Unii Racibórz - mówi Paweł Krzysztoporski. - Znamy się z Jarkiem Rachwalskim, który w swoim klubie także prowadzi grupy młodzieżowe więc gdy zadzwonił do mnie mogliśmy szczerze porozmawiać o tym jakie mam zadanie i co mogę zrobić. Przedstawiłem swój plan na poprowadzenie zespołu, a prezes mi zaufał i teraz możemy obaj mieć satysfakcję.

- To był pana seniorski debiut?

- I tak, i nie. Za czasów pracy w Rybniku Dietmara Brehmera z II-ligowym zespołem ROW 1964 otrzymałem zadanie prowadzenia IV-ligowych rezerw, ale to nie była praca na co dzień z drużyną tylko dwumiesięczna współpraca na potrzeby pierwszego zespołu. Dlatego moje wejście do Unii Racibórz traktuję jako seniorski debiut.          

- Od czego zaczął pan swoją pracę w Unii?

- Trzeba było zacząć od przekonania zawodników do mojego pomysłu na grę. Przychodząc do Unii wiedziałem, że to jest dobry zespół. Nie ryzykowałem, bo byłem przekonany, że drużyna będzie punktować. Moim zadaniem było podjąć dobre decyzje i wykorzystać potencjał drużyny. Najlepszym mecz zagraliśmy w przedostatniej kolejce wygrywając 3:0 z LKS Goczałkowice, bo byliśmy bezwzględni w ofensywie i znakomici w defensywie. Podbudowani tym zwycięstwem pojechaliśmy do Bytomia na ostatni mecz z mistrzem naszej grupy po 3 punkty. Chcieliśmy wygrać i zagraliśmy fantastyczne spotkanie. Nie wyszliśmy na boisko "na pożarcie" tylko walczyliśmy do końca i w niesamowitych okolicznościach, co jeszcze bardziej cieszy, okazaliśmy się zespołem lepszym. To dało ogromną satysfakcję.

- Kto był liderem zespołu w tym trudnym momencie?

- Siłą Unii była drużyna. Kocot strzelał, obrona z Mizią na czele była zdyscyplinowana, a druga linia z Remieniem i Trontem kreatywna. Nie chciałbym więc nikogo wyróżniać, bo suma zadań wykonanych przez poszczególnych zawodników dała wspólny sukces, czyli efekt, który sobie zaplanowałem. Przychodząc do Unii zakładałem, że 9 punktów w ostatnich 5 kolejkach da utrzymanie. Wywalczyliśmy 10 punktów i każdy szanowaliśmy, nawet ten w pierwszym meczu ze Spójnią Landek na wyjeździe. Na ten dorobek pracowali wszyscy nie tylko zawodnicy. Prezes Rachwalski zapewnił nam wszystko czego potrzebowaliśmy. Drugi trener Krzysztof Polczyk wykonał znakomitą pracę. Fizjoterapeuta Michał Śliwiński wspierał nas na każdym treningu, a analityk Filip Olczyk pomagał rozszyfrować rywali. Na poziomie IV ligi praca takiego sztabu to rzadkość, ale klub przystał na prowadzenie zespołu w tak profesjonalny sposób i dzięki temu zebrał owoce.

- Jakie ma pan trenerskie plany?

- Jestem trenerem z licencją UEFA A i na kolejny etap potrzebuję czasu i doświadczenia, ale nie ukrywam, że moim celem jest praca w profesjonalnej piłce. Miałem się o nią okazję otrzeć jako zawodnik, bo w wieku 20 lat trafiłem z rodzinnego Rybnika do Górnika Zabrze. Moment wejścia do szatni i spotkania się z zawodnikami, którymi jeszcze do poprzedniego grałem na PlayStation to było coś niezapomnianego. Tym bardziej, że przyjęli mnie znakomicie. Siedziałem obok i nie czułem się gorszy. Czas pracy z Adamem Nawałką uważam za fantastyczny. Nie przebiłem się co prawda do pierwszego składu, ale czułem, że jestem szanowany i to dodawało wiary w to, że to co robię jest dobre. Czegoś zabrakło i dotarłem tylko do II ligi, ale mecz Pucharu Ekstraklasy z Zagłębiem Sosnowiec na pewno na długo zostanie w mojej pamięci. Trener Ryszard Wieczorek postawił na mnie od pierwszej minuty, a obok mnie grali tacy zawodnicy jak Michał Pazdan czy Jerzy Brzęczek. Nie sądzę, żeby Michał Pazdan miał mój numer telefonu, ale zagraliśmy sporo meczów na środku obrony w Młodej Ekstraklasie i niejednokrotnie "ratowałem mu tyłek". Cieszę się, że zrobił taką karierę. Miał niesamowity timing, ale nie sądziłem, że to wystarczy, żeby grać z powodzeniem na tak wysokim poziomie. Wystarczyło i sprawiło, że mogę mu gratulować i pozdrawiać go z tego miejsca, w którym jestem. Kibicuję reprezentacji Polski z podwójną satysfakcją i dodatkowymi emocjami, bo oglądając mecze z synami podkreślam, że to jest zespół moich znajomych, z którymi rywalizowałem na treningach. Szczególnie cały sztab szkoleniowy jest mi bliski od trenera Adama Nawałki poprzez Marcina Prasoła po Bartka Spałka to byli ludzie, dzięki którym się rozwijałem i z całego serca im kibicuję.