Seniorzy

W Przemszy tradycja przechodzi z ojca na... córkę

6/02/2018 12:34

Na czas choroby prezesa Przemszy Siewierz Tadeusza Korusiewicza władzę w klubie sprawuje zarząd, którego mocnym ogniwem jest córka prezesa Agnieszka Sobczyk, pełniąca rolę sekretarza.


- Oficjalnie w klubie jest dwóch wiceprezesów Mateusz Dobrowolski i Mariusz Duda więc w trójkę zastępujemy tatę - wylicza Agnieszka Sobczyk. - Staramy się robić wszystko żeby było dobrze. O tym, że nie jest źle świadczy miejsce drużyny w tabeli rozgrywek HAIZ IV liga - I grupa, bo po rundzie jesiennej plasujemy się na trzeciej pozycji i możemy powiedzieć, że to historyczne osiągnięcie. Witając 2018 roku założyliśmy sobie, że będziemy walczyć o jego utrzymanie, a jeżeli się nie uda wywalczyć miejsca na podium, to mamy nadzieję, że poniżej czwartego nie spadniemy.

- Czy w zespole będą jakieś zmiany?

- Niewielkie, raczej kosmetyczne. Trzon zespołu zostaje, a ponieważ mamy zawodników zgranych, rozumiejących się to większych zmian nie trzeba. Atutem tego zespołu są także trenerzy, czyli Artur Mosna, który jest fantastycznym człowiekiem i szkoleniowcem. Pracuje razem z trenerem Przemkiem Oklejewskim i tworzą rewelacyjny duet. Widać w zespole, że zawodnicy są z trenerami, a trenerzy z zawodnikami i stworzyła się świetna więź. Dlatego czekam na wiosnę z nadzieją, że to wszystko "odpali".

- Jak wygląda w Przemszy praca z młodzieżą?

- Mamy trzy grupy młodzieżowe: trampkarzy, orlików i młodzików. Myślimy też o grupie żaków, ale to zależy od liczby chętnych. A wracając do tych, którzy już są w klubie to ich miejsca w rundzie jesiennej także nas satysfakcjonują, a rozpoczęta juz zimowa praca ma przynieść kolejne miłe chwile. Ale najważniejsze jest to, żeby dzieci się rozwijały, a prowadzący ich trenerzy wiedzą co moja robić to liczymy, że nasze utalentowane dzieciaki będą się rozwijać. Warunki treningowe mają dobre, bo zimą do dyspozycji jest hala więc liczymy, że pojawi się jakaś perełka.

- Z jakimi problemami się borykacie?

- O brakach można mówić w nieskończoność, ale zamiast narzekać lepiej... podziękować tym co pomagają. Na pierwszym miejscu są władze miasta z burmistrzem Zdzisławem Banasiem i zastępcą Dariuszem Waluszczykiem na czele. Są to osoby, dzięki którym czujemy finansowe i organizacyjne wsparcie, ale też codziennie są z nami. Oglądają mecze w Siewierzu. Bywają na spotkaniach wyjazdowych. Zaglądają na treningi. Śledzą zajęcia w okresie przygotowawczym. Naprawdę wielki ukłon i szacunek za ich zaangażowanie. Duże wsparcie mamy także ze strony PPHU "Dolomit" Kopalnia "Ząbkowice" S.A., czyli naszego sponsora, który nam bardzo pomaga. Nie tylko wspiera finansowo, ale na przykład jeden z pracowników Łukasz Grochalski prowadzi naszą stronę internetową, a ponieważ grał w Przemszy to robi to fachowo i z sercem.

- Ilu ludzi zaangażowanych jest w prowadzenie klubu?

- Działaczy jest mało, a zarząd jest bardzo skromny. Młodzież niespecjalnie chce się angażować. Łatwo jest napisać na stronie internetowej, że coś się nie podoba, ale nawet takie krytyczne głosy bierzemy sobie do serca. Ciekawie jest dowiedzieć się kto coś myśli, a później spotkać się twarzą w twarz i sprawdzić, czy faktycznie ma coś do powiedzenia. Zapraszam takie osoby do klubu i zachęcam, żeby żyły sprawami klubu nie tylko siedząc przed komputerem, ale zobaczyły ile jest tej codziennej pracy z dokumentacją, transferami, ubezpieczeniami. Zawodnicy mają przerwę zimową, a my działamy na okrągło, ale ktoś kto siedzi przy komputerze nie ma nawet o tym pojęcia. Dlatego do wszystkich którzy hejtują apeluję: nie pomagasz to przynajmniej nie bądź niesprawiedliwy. Uważam, że im więcej by nas było tym łatwiej by się działało, bo można byłoby podzielić obowiązki. A ile ich jest przekonałam się gdy po chorobie taty spadły na naszą trójkę wszystkie obowiązki. A przecież każdy z nas pracuje. W dodatku ja już nie mieszkam w Siewierzu, bo przeprowadziłam się do Zawiercia gdzie pracuję w wydziale księgowości Zakładu Komunikacji Miejskiej, więc moje wizyty trzy razy w tygodniu w klubie plus wyjazd na mecz to jest absorbujące. Żeby to robić trzeba jednak kochać działanie, które ja pewnie odziedziczyłam w  genach, bo tata cały czas był zaangażowany. Wychowałam się w takiej atmosferze więc nie jest mi to obce. I nie ma też problemów domowych, bo mąż grał w piłkę, nadal chodzi pograć na Orliku, więc rozumie mnie i moje zainteresowania.

- Jakie macie marzenie na progu 2018 roku?

- Marzę o tym, żeby omijały nas kontuzje. W rundzie jesiennej byliśmy "siewierskim szpitalem". Trenerzy mieli nie lada zagwozdkę i w ostatniej kolejce zespół grał ostatkiem sił. Zawodnicy dali jednak z siebie wszystko i zostawili na boisku zdrowie za co im chwała i ja im powtarzam, że są najlepsi na świecie.

- A pod względem sportowym?

- Awans? Jeszcze nie teraz. Do tego trzeba się dobrze przygotować. Ale jeżeli będziemy za rok na pierwszym miejscu w tabeli IV ligi to władze miasta będą miały możliwość przygotowania się do czegoś zupełnie nowego. Z tego co wiem to w urzędzie już się nawet nad tym zastanawiają, zdając sobie sprawę, że to byłby bardzo duży przeskok. Dlatego na razie nazywamy to marzeniami...