Futsal

Andrea Bucciol czuje się polskim Włochem

13/02/2018 14:36

Urodzony 21 sierpnia 1967 roku Andrea Bucciol w tym roku ma już na swoim koncie dwa medale Młodzieżowych Mistrzostw Polski. Trener koordynator grup młodzieżowych Rekordu 28 stycznia doprowadził bowiem w Ustce do tytułu zespół U14, a 11 lutego świętował w Mikołowie triumf drużyny U16.


- Pochodzę z Torre di Fine, a dokładniej z Eraclea Mare. To taka miejscowość turystyczna niedaleko Wenecji i tam grałem w piłkę w drużynie młodzieżowej - mówi Andrea Bucciol. - Oczywiście, na trawie, bo wtedy nie było futsalu. Zaczynałem gdy miałem 7 lat i byłem bramkarzem aż do momentu, w którym nabawiłem się kontuzji barku.

- W jakiej lidze pan grał?

- Występowałem w lidze regionalnej, czyli porównując z polskim rozgrywkami to można powiedzieć, że byłem IV-ligowcem. W wieku 24 lat musiałem jednak zapomnieć o piłce nożnej, a zająć się pracą i pomóc ojcu utrzymać pięcioosobową rodzinę, bo oprócz rodziców miałem jeszcze brata i siostrę. Zostałem więc piekarzem. A gdy po około 9 miesiącach bark doszedł do siebie to o powrocie na boisko już nie było mowy.

- Jak długo trwał pana rozbrat z piłką?

- W sumie moja przerwa w treningach trwała około półtora roku, bo przez przypadek trafiłem na halę. We Włoszech rozpoczynała się wtedy moda na futsal. Zaczynałem od udziału w turniejach, po których stworzyliśmy drużynę przez 8 lat stałem między słupkami małej bramki, oczywiście godząc grę z pracą w piekarni, aż do momentu gdy wróciły problemy z barkiem i zaczęły już sprawiać taki problem, że musiałem zakończyć karierę. Ale nie rozstałem się z futsalem, bo ukończyłem regionalny kurs trenerski w 2006 roku, a w 2011 roku już zdobyłem najwyższą licencję włoskiej federacji. Byłem w tym czasie, czyli około 8 lat, trenerem bramkarzy i asystentem w Calcio 5 Manzano, z którym dwukrotnie awansowaliśmy do I ligi. A wyjaśnię, że we Włoszech jest taki system, że najwyżej jest ekstraklasa, niżej są dwie grupy ekstraklasy B, następnie 4 grupy I ligi, a najniżej 16 grup II ligi.

- W jaki sposób trafił pan do Bielska-Białej?

- Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w polskim hymnie są słowa: "z ziemi włoskiej do Polski". To na pewno nie o mnie, bo nie mam tylu lat (śmiech), ale przyjechałem za głosem serca. W Sylwestra 2002 roku poznałem moją żonę i trzy miesiące później pierwszy raz przyjechałem do Polski. Przez prawie osiem lat jeździliśmy do siebie wykorzystując swoje urlopy, ale Agnieszka miała lepiej, bo korzystała u mnie z uroków riwiery Adriatyku, a ja u niej miałem... zimno. Nie przeszkodziło mi to jednak w podjęciu decyzji, że przeniosę się do Bielska-Białej. W drugim tygodniu października 2009 roku przeprowadziłem się do Polski, a niedługo później pojawił się na mojej drodze Rekord. Agnieszka wysłała CV do, klubu, który miał drużynę futsalową, a po chwili zadzwonił do mnie Tadek Paluch i zaprosił na rozmowy. Na dzień dobry przeprowadziłem trening bramkarski i od 1 stycznia 2010 roku pracowałem w klubie jako asystent trenera Marcina Biskupa, a w następnym sezonie przejąłem już zespół i we wrześniu wziąłem ślub. W ligowej przerwie, która była spowodowana występami reprezentacji, powiedziałem "tak", a na koniec sezonu cieszyłem się ze zdobycia brązowego medalu mistrzostw Polski. Tak rozpoczęła się moja trenerska kariera w Polsce, której niezwykle ważnym dla mnie przeżyciem, oprócz pierwszego brązowego medalu, było zdobycie Pucharu Polski z Rekordem i prowadzenie reprezentacji Polski w latach 2013-2015. Mogę więc powiedzieć o sobie, że jestem polskim Włochem, albo włoskim Polakiem, tak na 50 procent.

- Jaka jest pana filozofia futsalu?

- Bardzo prosta i widać to także w grze drużyn, które teraz prowadzę jako trener koordynator grup młodzieżowych w Rekordzie. Nie lubię czekać na swojej połowie więc moje zespoły atakują. Gramy w myśl zasady, że jeżeli my mamy piłkę przy nodze to nie ma jej przeciwnik. Dzięki temu mogę stać z boku spokojniej, a po turnieju cieszyć się ze złota. Od 7 lat jestem z moimi podopiecznymi co roku w finałach mistrzostw Polski U14 i U16, a dorobek 6 złotych i 3 brązowych medali świadczy o tym, że ta filozofia się sprawdza.

- Dzieli się pan swoją trenerską wiedzą z młodszymi kolegami po fachu?

- To jest bardzo ważne. Nie mam co prawda oficjalnie tytułu edukatora, ale pracując w Rekordzie z grupami zawodników mającymi od 10 do 16 lat pomagam trenerom prowadzącym zajęcia. Cieszę się, że zgodnie z filozofią Piotra Szymury, odpowiadającego we władzach klubu za futsal, przybywa nam wykwalifikowanych trenerów. Za parę lat będzie to już prawidłowa piramida, w której każda grupa będzie miała wykształconego swojego trenera od futsalu. Na razie staram się jednak być na każdym treningu i podpowiadam, sugeruję, słucham jak widzą to: Paweł Budniak, Michał Marek, Honza Janovsky i inni, którzy prowadzą zajęcia i współpracujemy. Występuję w roli edukatora żeby ich umiejętności były jeszcze wyższe, bo musimy ogarnąć tych 250 adeptów futsalu, którzy są w naszej szkole. Co prawda z żoną nie mamy dzieci, ale te wszystkie dzieci biegające za piłką w hali Rekordu traktuję jak moje. Z tym tylko, że nie muszę im kupować butów (śmiech)... Ale sprawiają mi ogromną radość i to nie tylko wtedy kiedy zdobywają mistrzostwo Polski, choć w tym sezonie idzie nam w Rekordzie wyjątkowo dobrze i prezes Janusz Szymura może być dumny. Do złotych medali: U 20, U14 i U16 chcemy dołożyć jeszcze U18 oraz seniorów i Puchar Polski, a wtedy ustanowilibyśmy już rekord nie do pobicia.